Rafting w najgłębszym kanionie Europy!

Wild_Tara_Canyon

Adrenalina uzależnia. Wiadome. Kiedy jej wysoki poziom utrzymuje się nie przez kilka sekund a przez całą wyprawę  to znaczy, że przeżyłam jedną z moich najlepszych życiowych przygód. Tak było też pewnego pięknego lata…

Znudzona już wybrzeżem Czarnogóry (w końcu ile można zwiedzać??) wpadłam na pomysł – Jadę na rafting. Skoro ten kraj z tego słynie to szkoda by nie spróbować. Więc oznajmiłam swój pomysł reszcie znajomych i rodzinie. Chętnych na rafting, spośród mojego grona, dużo nie było. Namówiłam tylko jedną osobę. Reszta wolała popłynąć w rejs statkiem wzdłuż wybrzeża. Ehh… nudy.

Wypada mi zacząć całą historię od początku… Godzina czwarta nad ranem. Gdzieś na wylocie głównej drogi w miasteczku Budva czekam w umówionym miejscu na transport. Czekam ziewając… Nagle podjeżdża wypasiony busik, wysiada kierowca – wysoki Serb. Zdalnie sterowanym pilocikiem otwiera drzwi. Szok. Spodziewałam się raczej rozklekotanego gruchota, który nie będzie w stanie jechać po górskich drogach więcej niż 60 kilometrów na godzinę ;-)  Serb po obejrzeniu kwitka z lokalnego biura podróży (wykupiłyśmy coś na rodzaj wycieczki obejmującej transport, wypożyczenie sprzętu, sam rafting, opiekę instruktora), zaprasza nas powitalnym gestem do środka. Widząc dwie zdziwione Polki zaproponował nawet miejsca obok niego na przednim siedzeniu. Jednak szybko się zorientowałyśmy, że po angielsku to sobie nie pogadamy. Wolałyśmy także nie dukać oo rosyjsku, którym on sam płynnie mówił. Więc zajęłyśmy dalsze miejsca przy oknie licząc na podziwianie widoków. Tak czy inaczej kierowca całą drogę opowiadał trochę po rosyjsku, trochę po serbsku, co właśnie mijamy. Na prawo mamy takie a takie pasmo górskie czy też miasto… albo pytał czy chcemy się zatrzymać na poboczu by zrobić zdjęcia. Taka podróż to czysta przyjemność. Najpierw mijaliśmy słynne jezioro Szkoderskie:

Jezioro Szkoderskie widziane z samochodu

Potem były suche stepy i w oddali widniał wykuty w litej ścianie skalnej klasztor Ostrog. Szkoda, że był zbyt daleko by podjechać pod niego przy okazji.

Monastyr Ostrog wykuty w skale

 

 

Takie widoki mieliśmy większość drogi:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

 

zapora na Tarze

 

Co mniej przyzwyczajonym do czarnogórskich dróg serce skakało pod gardło gdy jechaliśmy nad przepaściami albo mijaliśmy zawieszone ponad dwieście metrów nad ziemią mosty. Drogi niekiedy były wydrążone w skale. Gdy pokonywaliśmy taki tunel nie raz wylatywała za nami spłoszona chmara nietoperzy.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Trochę o naszej raftingowej ekipie: Co ciekawsze pasażerami naszego busika byli sami Rosjanie i jeden Austriak. Na marginesie – szkoda mi się go zrobiło bo cały dzień nie odzywał się do nikogo. Nikt z całej grupy nie znał języków w jakich mówił i vice versa. Ja za to poćwiczyłam władanie rosyjskim i po 3 pierwszych godzinach tak się przestawiłam językowo, że sama siebie zadziwiłam :-D Gdy dojechaliśmy na miejsce, gdzie był koniec spływu i przystań kazano nam zostawić w busiku wszystkie swoje bagaże, łącznie z dokumentami, paszportami itd., a następnie przebrać w pianki. Oznajmili, że jak się z tym wszystkim uporamy zawiozą nas na początek spływu ileś tam kilometrów w górę rzeki. I tu zaczął się stres. Nie mogli mi dobrać rozmiaru pianki więc wpadli na pomysł, że przecież rozmiar dla większych dzieci będzie ok. Był. Gdy się już przebrałam, zaczęłam mieć natłok czarnych myśli: dlaczego mamy zostawić nawet paszporty, pieniądze i ewentualnie zabrać tylko aparaty fotograficzne. A jak nas porwią!? Albo okradną?? Z drugiej strony przecież wszystko przez kilka godzin na pontonie będzie mokre, więc logiczne, że wszystkie rzeczy są nam zbędne. I tu było już tylko gorzej. Podjechał jakiś bardzo stary samochód typu ogórek. Wrzucono na jego tył ponton i wiosła, nas upchano jak sardynki. Nie mogąc się ruszyć, upoceni, jechaliśmy ściśnięci jak sardynki modląc się żeby samochód nie rozpadł się ze względu na jego opłakany stan. Tak samo kierowca jechał jak rajdowiec po kamienistej drodze, ledwo wyrabiając na zakrętach i balansując nad krawędzią kanionu. Umieraliśmy ze strachu – „Zaraz spadniemy jak kamień w czeluście kanionu!”. Nagle mijamy górski posterunek Straży Granicznej i przekraczamy granicę Serbii. Kierowca tylko kiwnął do strażników a oni jak gdyby nic otworzyli szlaban, przepuszczając bez zatrzymania czy sprawdzania paszportów nawet. Wydało mi się to nie logiczne. Jeśli kiedykolwiek przekraczaliście serbską granicę wiecie zapewne o czym mówię. Nie zdarzyło mi się nigdy przez nią przejechać bez okazania paszportu, czasem nawet dokładniejszych kontroli. Wtedy pomyślałam : „No pięknie…. Porwali nas! Daliśmy się oszukać. Jesteśmy bez paszportów, telefony nie działają nawet jeśli kto by miał komórkę a w tych górach nikt nas nie będzie szukał bo nawet nie wiedzą gdzie jesteśmy.” Chyba nie tylko mnie się nasunęły takie myśli bo ucichły rozmowy w autobusie, nastała wymowna cisza i wszyscy spoglądali na siebie wymownie… W końcu tyle się mówi w mediach o porwaniach na Bałkanach…

Wysadzono nas z samochodu, wręczono wiosła, kazano nieść na plecach ponton i iść w dół kanionu. Przyznam, że nerwy puściły mi dopiero wtedy gdy na dnie kanionu przy rzece zobaczyłam inne grupy, pontony i instruktorów. Wtedy zaczęło docierać do mnie w jak  pięknym miejscy się znalazłam. Wysokie ściany kanionu, zwisające sosny i bystrza rzeki. Woda miała odcień turkusu.

fot. http://www.jugoslovenka.pl

 

войти в воду! быстро!” (tłum. Wchodzimy do wody! Szybko!) – pogania cała ekipę instruktor Aleksander. A jakieś wytłumaczenie na czym spływ polega, jakieś zasady bezpieczeństwa itd.?? Przecież każdy z nas to żółtodziób jeśli chodzi o rafting. A On nam każe od razu wchodzić do wody. No nic spychamy do wody ponton. Za poleceniami Aleksandra zajmujemy miejsca, wsadzamy nogi w uchwyty dna pontonu, aparaty fotograficzne większość wkłada do przywiązanej, wodoszczelnej torby. (Ogólnie to lustrzanek nie polecam zabierać – obijają się te aparaty, torba może wypaść w razie wywrotki itd.) Ja wzięłam aparat „małpkę” w wodoszczelnym opakowaniu i przypięłam go sobie do klatki by w każdej chwili móc go szybko odpiąć i użyć.

„Один! Два! Один! Два!” (Raz, dwa, raz, dwa) – Aleksander wyznacza tempo wiosłowania.
„Сложнее!” (tłum. szybciej) – za wolno wiosłujemy, jeju jakie to męczące…
„…
право” (tłum. prawa strona) – mają wiosłować tylko siedzący po prawej stronie pontonu, znosi nas. I takie komendy w kółko. Najciekawiej jest jest na przełomach. Wtedy przód pontonu odrywa się od wody na dobry metr i ma się wrażenie że zaraz się wywróci albo wypadnie w nurt rzeki. Dobrze, że założyliśmy też kamizelki ratunkowe… Choć w sumie od roztrzaskania na skałach pewnie by nie ochroniły… I znowu kolejna fala… chlust! – dostajemy wodą raz po raz po twarzach. Już nawet nie zwracam uwagi, że woda jak na górską rzekę przystało jest przeszywająco zimna. Nurt nas porywa nagle, tracimy kontrolę nad pontonem… Wpadamy na skały. No pięknie… Aleksander nas próbuje zepchnąć na właściwy tor… ale nie ogarniamy co się dzieje i płyniemy mimowolnie tyłem… Słyszymy jak Aleksander gdera pod nosem: ” Вы идиоты! дебилы!” (nie wypada ze względy na niecenzuralność tłumaczyć na polski, nawet nie znając rosyjskiego pewne słowa są powszechnie rozumiane :-P) 

Tak czy inaczej, nikomu nic złego się nie stało. Co jakiś odcinek woda płynęła także tak spokojnym tempem, że musieliśmy nieźle wiosłować by płynąć. Wtedy też można było porozmawiać lub na chwile złapać za aparat i robić zdjęcia. Zapytałam Aleksandra: „Есть рыбу?” (tłum. Są tu ryby?). Bo żadnych, mimo krystalicznej wody nie widziałam. -не (nie ma). Kilka minut później widzę wędkarza na brzegu. Przecież mówił, że nie ma tu ryb!?? Pytam go ponownie czy są ryby, w ramach pewności, że zrozumie o co pytam już po angielsku: -Fish? Odpowiedź: „да, да…” (tak, tak) To się widzę dogadaliśmy, ehh… Może jednak serbski nie do końca jest podobny do rosyjskiego ;-)

Takie cuda mija się w trakcie spływu:fot. http://www.jugoslovenka.pl

Rzeka ma czasem tak silny nurt, że zerwała nawet potężny most. Tyle zostało po nim:

OLYMPUS DIGITAL CAMERA OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Raz też, przycumowaliśmy do brzegu by podejść kawałek w górę kanionu do spektakularnych wodospadów:

Woda w wodospadach była przeraźliwie zimna. Chociaż miałam na sobie piankę do wytrzymałam w niej tylko chwilę. Szybkie zdjęcie i wyszłam na słońce. Potem stwierdziłam, że w porównaniu z wodą wodospadu, wody Tary są na tyle ciepłe, że można w nich spokojnie popływać w pław. Męczyła mnie świadomość, że do dna miałam kilkanaście metrów. Jednak raz się żyje! Pokusa zanurzenia się w turkusowej wodzie była silniejsza od strachu ;-)

pod wodospadem - zdjęcie musiało być!

Kanion rzeki Tary jest najgłębszym w Europie, a jak twierdzą Czarnogórcy, drugim co do głębokości kanionem na świecie po Wielkim Kanionie Colorado w USA. W niektórych miejscach jego głębokość dochodzi do 1300 m! Tego nie da się wyobrazić. Trzeba zobaczyć na własne oczy, poczuć się w tym otoczeniu małym jak mrówka.

Rzeka Tara ciągnie się na długości ponad 150 kilometrów, a na przestrzeni czasu wydrążyła w skałach niesamowity krajobraz. W latach 70. XX wieku kanion rzeki został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Głębokość przełomu dochodzi do 1300 metrów. Bardzo ciekawy jest las czarnych sosen nazywany „Crna poda” gdzie niektóre drzewa mają 50 metrów i ponad 450 lat.  Mnie również spodobały się szczególnie drzewa cytrynowe. Chyba pierwszy raz zobaczyłam je w ich naturalnym środowisku.

Teraz trochę praktycznych informacji, które może Wam się kiedyś przydadzą: Skalę trudności trasy spływu można dobrać do własnych umiejętności. Są zarówno odcinki dla początkujących jak i zaawansowanych. Jeśli jesteście w hotelu i oferuje on za dopłatą do pobytu rafting jako wycieczkę fakultatywną proponuję porównać ją z ofertą lokalnych biur podróży na mieście. Zazwyczaj biura na mieście oferują takie same opcje wycieczek z tą różnicą, że jest nawet 50% taniej ;-) Zawsze byłam zdania: mniej pośredników = taniej. Wystarczy jedynie płynnie mówić w jednym z popularniejszych języków obcych. Jeżeli nas język obcy jest na niskim poziomie, zastanówmy się nad opcją proponowaną przez hotel. W przypadku niedogadania się, mogą wyniknąć nieporozumienia co do programu wycieczki i co mamy już wliczone w cenę (opłaty za transport, opieka instruktora, wyżywienie, wypożyczenie sprzętu, nocleg, itd.)

Instruktor na spływie powiedział, że najbardziej ekstremalne warunki na rzece są na wiosnę (rzeka przybiera wody). Jeśli nie mamy żadnego doświadczenia lepiej wtedy podobno odpuścić sobie rafting!

Podsumowując polecam wszystkim! Warto spróbować raftingu na Tarze, choćby dla samych widoków!

{{{"type":"anchor", "ring":"0", "page":"0"}}}
Internet ma ponad tysiące miejsc sprzedaży narkotyków, a jeśli masz szczęście wystarczy, dostaniesz miejsce jak ten do Generyczną Levitra, Cialis i Viagra. Jeśli chcesz kupić te leki - przeczytaj te artykuły... Levitra info | Pomaga erekcji | Poważne Viagra | Tadalafil informacje