Kopa Kondracka zimą, kraina lodu i wiatru.

Im więcej było przeszkód, tym bardziej chciałem jeździć w góry. Choćby po to, żeby udowodnić sobie, że mogę, że przewalczę. Ta chęć, ten cel był tak ważny, że wszystkie środki były dobre, aby tylko wyjechać.   Krzysztof Wielicki

Jeśli to czytacie to jestem prawie przekonana, że znacie ten stan opisywany przez Wielickiego. Jakiekolwiek góry mając na myśli… Im bardziej nie mogę jechać w Tatry tym bardziej mnie przyciągają. I przychodzą takie dni, że widzę tą piękną pogodę na kamerkach, chmury przewalające się przez grań i wtedy już pozamiatane… zostaje pakować plecak i ruszać dp Zakopanem. Nie ważne, że trwa sesja egzaminacyjna i powinnam się ostro uczyć, że nie mam kondycji, że zimno, że coś tam. W dodatku jeszcze miałam pretekst, żeby przetestować nowe buty przed większymi wyjściami i oczywiście od nauki też kiedyś trzeba odpoczywać. Trzeba było zatem wykonać tysiące telefonów po moich „górskich” znajomych z nadzieją, że może ktoś też ma czas i chciałby się przejść po górach. Jak to bywa w środku tygodnia każdy był zajęty, chcą ale nie mogą, ehh… Sama przecież w zimie nie pojadę. I kiedy już  zaczynam wątpić okazuje się, że jednak ktoś może. Tym razem po wrzuceniu info na fb, że szukam chętnych na wyjście w Tatry odezwał się Szymon. Jedziemy! Jako, że już był wieczór to na ostatnią chwilę pakowanie, sprawdzanie autobusów i bieganie po sklepach zanim je zamkną – w celu kupienia czegoś na kanapki i zapasu snicekrsów (bo jakże mogłoby być inaczej) ;-)

Jeszcze w autobusie nie znałam celu. Jeśli celem są Tatry to w sumie mnie już konkrety są obojętne. Padło na Czerwone Wierchy a konkretnie na Kopę Kondracką. Droga do Zakopanego minęła niezmiernie szybko jako, że pół drogi nawijałam o lawinach i wszystkim co się z tym wiąże a drugie pół przespałam. Co nie zmieniło faktu, że wysiadając zostałam zapytana przez przypadkowego człowieka „Czy Panie kiedykolwiek przestaje mówić?” ;-) Chyba mógł sobie sam odpowiedzieć na to pytanie.

Schronisko na Kondratowej było w środku puste. Taki widok tylko w zimie. Na zewnątrz na ławeczce siedziała trójka turystów. Pytam gdzie idą. -Giewont. Serio? Ja nie wiem co wszyscy widzą w tym Giewoncie. Mnie Giewont zdecydowanie raz w roku starcza a nawet rzadziej  mogę go odwiedzać:)

Dwóch mężczyzn wyruszyło ze schroniska parę minut wcześniej niż my. Toteż niemałe było moje zdziwienie gdy ledwo paredziesiąt metrów za schroniskiem znowu się spotykamy. Widzę zawrócili. Zamieniliśmy dwa zdania. Odpuścili brnięcie w śniegu (szlaki nieprzetarte były). Tak głęboko zapadli się, że zwątpili. Usłyszałam, że mam lepiej. Bo jako, że jestem lżejsza stąpając po zmrożonej tafli, śnieg się nie zapadał pode mną a jeśli już to bardzo rzadko. Jednak mój niski wzrost i co za tym idzie „kompaktowość” czasem się przydają :D

Jednak i tego dnia brnięcie w śniegu nas nie ominęło. Podejście pod Przełęcz Kondracką było również nieprzetarte. Jedynym ułatwieniem było ślady trzech osób, które szły chwilę przed nami. Nie zawsze to ułatwiało podejście. Czasem już chyba wolę sama sobie torować drogę.

Cisza. Coś pięknego. Idzie się krok za krokiem. A najpiękniejsze co może być to śnieg smagany promieniami słońca. Migoce jak tysiące rozsypanych diamencików. Granica cienia i słońca to jakby walka dwóch światów. Jakby zmaterializowana w słońcu radość próbowała wygonić cały smutek z cienia. Ciężko to nawet opisać słowami, zostaje zobaczyć i zrozumieć…

Tatry Czerwone Wierchy

Wreszcie Przełęcz. Myślę, że właziłam niezmiernie słabym tempem jak na mnie. Tragedii chyba nie ma ale mogłabym iść tysiąc razy szybciej. Dobrze, że Szymon na moje tempo nie narzekał :D Jednak tak to jest jak się za dużo siedzi w mieszkaniu :P

Tatry Czerwone Wierchy

Podczas łamania zębów na zamrożonym batoniku, wypatrzyłam stado kozic. Jak ja im zazdroszczę takiego zgrabnego skakania po graniach :-)

Po założeniu raków ruszyliśmy w stronę Kopy Kondrackiej. Widać, że nikt nie szedł tego dnia tym szlakiem. Więc sami sobie torujemy w śniegu drogę. Co jakiś czas oczywiście zapadając się pomiędzy gałęzie kosówki. Jak ja tego szczerze nie znoszę a zarazem sprawia mi to tyle satysfakcji. Jeszcze jeden krok, jeszcze metr… kolejny… Przewalczyłam. Nie,  nie kosówkę. Udowodniłam sobie, że mogę. Mogę przejść, cieszyć się i nie marudzić.

Tatry Czerwone Wierchy Tatry Czerwone Wierchy

Dogoniła nas potem dwójka turystów, minęli nas. Spotkaliśmy schodzącego starszego Pana. Powiedział, że w naszym wieku to on by już wszedł na szczyt pięć razy. Zrobiło nam się głupio :P

Tatry Czerwone Wierchy

Z każdym krokiem było już tylko łatwiej. Lód, dużo lodu. Grań i stok były zalodzone. Uwielbiam takie warunki <3

Tatry Czerwone Wierchy Tatry Czerwone Wierchy

Wiatr przewiewał tumany sypkiego śniegu. Wiało jak to w tych okolicach. Jakoś zawsze na Czerwonych Wierchach i ich okolicach wiać po prostu musi i tyle. Taka ich specyfika. Momentami jak zacinało kryształkami lodu w twarz to aż szczypało. Wahałam się czy wyjąć aparat ale w końcu nie po to noszę taki ciężar żeby nie zrobić żadnego zdjęcia… Czasem odmawiał posłuszeństwa ale ostatecznie przeżył wyprawę :-)

Tatry Czerwone Wierchy Tatry Czerwone Wierchy

Czas gonił. A my nie na szczycie. Bo zdjęcia, bo wiało i szybciej się już nie dało iść też. Dajemy sobie pół godziny. Przejdziemy ile da rade w tym czasie i odwrót. Tak nabraliśmy tempa, że w pół godziny stanęliśmy na wierzchołku Kopy.

Robimy jakieś zdjęcia pamiątkowe i szybkim tempem schodzimy w dół.

Kopa Kondracka

Tak bardzo OK! Taaakie widoczki na Wysokie Tatry aż nie chciało mi się poprawić taśmy przy rakach :D

Tatry Czerwone Wierchy W oddali nawet ludzie-mrówki idą sobie:

tatry zachodnie

Byliśmy prawdopodobnie ostatnimi osobami tego dnia na szczycie. To za co lubię góry zimą to właśnie ta pustka. Zero innych turystów w najbliższej okolicy – nieosiągalne często latem. Zejście poszło już nam bardzo szybko i sprawnie. Aż się sami zdziwiliśmy :) A jak mi smakowała wtedy gorąca, zwykła herbata… Aż szkoda wracać do miasta było. Pozostał niedosyt Tatr. Czyli wszystko tak jak być powinno :-)

  • http://www.goryponadchmurami.pl Artur Szymanowski

    Wiatr Wam jak widzę porządnie wiał. Ale prócz tego pogoda ładna.

    „widoczki na Wysokie Tatry aż nie chciało mi się poprawić taśmy przy rakach ” – Bo te długie taśmy od raków CT powinnaś przyciąć „pod siebie” ;-) Wtedy nie ma problemów z dyndającymi „półmetrowymi” końcówkami. Tylko pamiętaj, by zostawić trochę dodatkowej taśmy do złapania i przypal końcówki.
    Oczywiście długość trzeba dopasować pod największe buty z jakimi chce się ich używać. Ważne jest to szczególnie gdy masz małe buty, a tych raków używa też ktoś z dużymi butami. Bo taki luźny pasek może być niebezpieczny…

    • Lena Kuzka

      Tak też muszę zrobić bo dokładnie tak jak mówisz to jest niebezpieczne. A jako, że wreszcie zmieniłam buty to już wiem ile mogę skrócić ;)

{{{"type":"anchor", "ring":"0", "page":"0"}}}
Internet ma ponad tysiące miejsc sprzedaży narkotyków, a jeśli masz szczęście wystarczy, dostaniesz miejsce jak ten do Generyczną Levitra, Cialis i Viagra. Jeśli chcesz kupić te leki - przeczytaj te artykuły... Levitra info | Pomaga erekcji | Poważne Viagra | Tadalafil informacje