Amsterdam – moja pierwsza autostopowa przygoda cz. 2

Pierwsza część wpisu:

http://travellena.pl/uncategorized/amsterdam-moja-pierwsza-autostopowa-przygoda-cz-1/

Dam jest centralnym placem Amsterdamu któremu tez miasto zawdzięcza swoją nazwę. W XIII wieku w tym miejscu zbudowano tamę (hol.: dam) na rzece Amstel, stąd nazwa Amstel+Dam. Niespecjalnie ładny. W Polsce mamy ładniejsze place czy też „rynki”. A tak wygląda były ratusz będący pałacem królewskim (Pałac na Tamie) znajdujący się na tym placu:

Amsterdam - plac Dam

Od roku 1936 pałac jest w posiadaniu państwa które zapłaciło za niego wówczas 10 mln. guldenów co stanowi dzisiaj równowartość ok. €100 mln.  Mimo to wybudowano pół wieku później inny, nowy ratusz. Jednak nie cieszący się popularnością, jak się później dowiedziałam. Dość, że brzydki budynek to jeszcze go nazwano Stopera. Otóż jest nietypowym połączeniem dwóch budowli: ratuszu (ned. stadshuis) i opery. Z połączenia tych słów wyszła stopera. Co najmniej dziwna historia ;-)

Po drugiej stronie placu znajduje się monument narodowy gdzie co roku, 4 maja, w Dniu Poległych, królowa Beatrix składa kwiaty. W latach 1969-70 plac i schody pod monumentem stały się światowym centrum hippisów. „Dzieci-kwiaty” biwakowały i spały pod tym pomnikiem w śpiworach, popalając sobie marihuanę. Teraz hipisów tam nie zobaczycie. Tylko tłumy turystów jak widać na poniższym zdjęciu. Za monumentem widać fragment pięciogwiazdkowego hotelu Grand Hotel Krasnapolsky. Biznesmen Krasnopolsky (rodzina pochodząca z Kijowa) kupił w tym miejscu nierentowną Nową Polską Kawiarnię (Nieuwe Poolse Koffiehuis) i w roku 1880 wybudował luksusowy jak na tamte czasu hotel, już nawet z telefonem i ciepłą wodą w każdym pokoju.

Amsterdam - plac Dam

Ku naszemu zdziwieniu jednego dnia wyszło słońce. Wreszcie. Miasto wtedy nabiera kolorów.

Amsterdam kanały wodne

Wtedy też aż chciało się spacerować. Podpatrywanie życia w obcym mieście może być równie ciekawe co muzea. Chociażby to w jaki sposób wozi się tam dzieci w skrzyneczkach podpiętych do rowerów. Amsterdam

Amsterdam

Lub jak wygląda sklep z okularami!

Amsterdam

Nam przypadł do gustu sklep z płytami winylowymi. Ceny były dość przystępne. A dostać można było zarówno perełki muzyki, klasyki po nowe wydania albumów (z tą różnicą, że na również na winylach – co dla porównania, w Polsce często spotykane nie jest).  Tylko jak tu przewieźć stopem takie płyty i ich nie połamać?!

Amsterdam

Mała ciekawostka. Były i takie płyty jak „Papież z Polski” czy polskiego zespołu z lat 60. Partita – „Cała ziemia tonie w kwiatach”…

Amsterdam

Po przeglądaniu tylu ciekawych sklepów i uliczek wieczorem przyszła tez pora na jedzenie. A zdarzało się, że często zapominaliśmy o obiedzie czy kolacji. W końcu mieliśmy ciekawsze rzeczy do robienia. A lokalne jedzenie wcale najsmaczniejsze nie jest. Trochę niedoprawione. Pamiętajcie też, że chleb czy bułki można w Holandii kroić na talerzu nożem i jeść widelcem. Co w naszym kraju jest nie do wyobrażenia.

Tym razem jednak wybrałam restaurację w arabskim klimacie. Zaserwowano nam turecki przysmak bakłave (moje ulubione ciasto, nawet kiedyś o nim pisałam: baklava) z pişmaniye (rodzaj waty cukrowej zrobionej z mąki pszennej i cukru, z aromatem wanilii) z dodatkiem daktyli. Podano słodkości z herbatą miętową. Jak na tradycyjną herbatę tego typu miała wrzucone świeże liście mięty. Jednak do tego typu deserów powinno się ją pić niesłodzoną. Nam podano ją jednak zwyczajem tureckim osłodzoną a w dodatku z porcją miodu gdyby -chcieliśmy jeszcze ją dosłodzić ;-) Co ciekawe obsłużył nas sam właściciel. Był bardzo miły i ponadto po krótkiej rozmowie jak usłyszał naszą krótka historię – że jesteśmy z Polski, że podróż autostopem- zaprosił nas na dłuższą pogawędkę przy drinkach na jego koszt. Jednak woleliśmy pozostać przy herbacie. Być może był to na prawdę tylko miły gest z jego strony i po po prostu chciał pogadać, ale woleliśmy nie nadużywać gościnności. Gdybym była jeszcze kiedyś w Amsterdamie pewnie będę chciała wrócić do tej restauracji!

AmsterdamAmsterdam

Miała być historia z dreszczykiem. Otóż spacerując w nocy z dala od turystycznych dzielnic jak ą w każdym innym mieście, może zrobić się niebezpiecznie. Tego wieczoru spacerowała z nami dwójka Polaków, zapoznanych na naszym polu namiotowym (również przyjechali stopem). Zmęczeni chodzeniem (przypomnę było coś koło północy) siedliśmy na chwilę na schodkach kamienicy. W okolicy ciężko o ławkę. Podeszła do nas grupka ciemnoskórych młodych mężczyzn. Zaczęli na nas krzyczeć i wyrzucać nam ze złością, że „nie mamy respektu dla domu ich babci”. Czy jakoś tak. W sumie siedzieliśmy tylko na schodach, cicho w dodatku… Zrobiło się nerwowo. Mało brakowało a byli skłonni nas pobić (lub też przynajmniej męską cześć naszej grupki). Jakoś udało nam się ich udobruchać i przeprosić, po czym szybko się oddaliliśmy. Tego wieczoru już nie siadaliśmy na mieście poza lokalami. Zobaczyliśmy również jak wygląda coffeshop dla „lokalesów”. Nie taki turystyczny. Siedzą, palą, grając w karty lub gapiąc się w telewizor w którym lecą jedynie telegry. Przyznam, że bacznie nas obserwowali przez co czułam się tam dość nieswojo. Może to przez ten wcześniejszy niemiły incydent.

Amsterdam

Teraz trochę z innej beczki. Wspominałam już o muzeach w pierwszej części wpisu.  Warto zobaczyć też Muzeum Van Gogha. Położone niedaleko Rijkskmuseum. Posiada w swojej niezrównanej kolekcji ponad 200 obrazów Van Gogha oraz 550 jego rysunków, a także listy Van Gogha do brata Theo, oraz obrazy innych malarzy z epoki, w której żył malarz.

Ciekawe jest (dużo interaktywnych elementów i pokazów) Amsterdam Museum – Muzeum Amsterdamskie.
Ulokowane w kilku kamienicach w samym centrum, wokół obszernego wewnętrznego dziedzińca muzeum „opowiada” o historii miasta. Wiele wspaniałych dzieł sztuki i obiektów kultury materialnej z kompletnym wnętrzem domu zamożnego obywatela miasta. Obok galeria świetnych portretów obywateli miejskich, otwarta do darmowego zwiedzania.
Adres – dwa wejścia: Kalverstraat 92 (brama cofnięta od ulicy) i Sint Luciënsteeg 27.

Amsterdam Muzeum Bibli

Ponadto polecam chyba jedno z najlepszych jak dla mnie Muzeum Biblii. Muzeum ukazuje zwiedzającemu świat Biblii. Tabliczki gliniane, znaleziska archeologiczne, dokumenty i obrazy pokazują historię Biblii i wpływ Pisma Świętego na społeczeństwo holenderskie.
Adres: Herengracht 366 – 36

Na tyłach tego muzeum mieści się przepiękny ogród:

Amsterdam Muzeum Bilblii

Kiedy nadszedł czas powrotu, szkoda mi było wyjeżdżać. Sporo jeszcze zostało do zobaczenia.

Powrót okazał się na początku bardzo męczący. Startowaliśmy z niedogodnej dla stopowiczów części miasta (bo tak nam poradzili na kempingu ale chyba coś pokręciliśmy). Staliśmy sporo czasu na jakimś dużym parkingu gdzie jedynym pojazdem, który chciał nas zabrać był sądząc po napisie „fun bus”. Stoimy nudząc się i nagle po parkingu biegnie gość wyglądający jak ksiądz w dodatku z takim charakterystycznym, wielkim, białym kołnierzem. Po czym po chwili zatrzymuję się obok nas wspomniany fun bus i z drzwi wychyla się ten przebierany ksiądz i kilku półnagich mężczyzn z dmuchaną lalką. !!! Proponują zabawę, darmowy alkohol i transport. W szybach autokaru widać resztę mężczyzn w samych majtkach, zdecydowanie dwuznacznie tańczących. Zszokowani szybko odmówiliśmy. Nie wiem co to za impreza (może kawalerski?) ale wyglądała jak rodem z filmu Eurotrip. To nie mogło by się dobrze skończyć…

Jechaliśmy także z bardzo sympatycznym panem. Z którym nawet mamy zdjęcie:

amsterdam autostopem

Uczył nas zasad angielskiego, puszczał piosenki z dedykacjami a nawet zaproponował gościnę w swoim domu, oczywiście z „paleniem” łącznie ;-)

Następnie jechaliśmy z szalonym Turkiem. Nie dość, że cały czas gadał przez telefon po swojemu to jeszcze jadąc swoim nie najnowszym samochodem, cały czas trzecim pasem po lewej. W konsekwencji bałam się mu zaglądać przez ramię na licznik. Jechał tak szybko, że minęliśmy chyba wszystkie samochody, które nie chciały nas zabrać wcześniej ;-) Zostawił nas na małej stacji na której utknęliśmy na parę godzin (zero ruchu pojazdów).

Widzimy dwóch tirowców. Najwyraźniej z jednej firmy bo tiry były w tych samych barwach oblepione. Rozmawiali coś między sobą po holendersku. Zapytaliśmy po angielsku czy mogą nas zabrać. Zaczęli żartować, że samą blondynkę zabiorą ale naszej dwójki już nie. Powiedziałam coś wtedy po polsku między sobą i nagle ucichli. Zrobiło im się głupio. Okazali się naszymi rodakami (od kilku lat pracującymi w Holandii). W ramach rekompensaty za głupie żarty podrzucili nas na większą stację benzynową. Tam wsiedliśmy kolejno do samochodu będącego lawetą. Polacy transportowali kupione za granicą auta do Polski. Z nimi dotarliśmy do Radomia, gdzie skończyliśmy podróż stopem. Jednak nie obeszło się bez „przygód”. Zastała nas niedziela na terenie Niemiec. Zgodnie z niemieckimi przepisami auta przekraczające ileś tam ton nie mogą się poruszać po konkretnych trasach w dni świąteczne. Ich laweta przekraczała ten limit. Jednak zaryzykowali i jechali dalej. Zatrzymała ich policja. Mandat! Plus kazali nam zjechać na leśny parking i czekać do końca niedzieli. Jednak byliśmy tylko 50km od polskiej granicy (gdzie zakaz ten nie obowiązuje). Jako, że im się spieszyło, wymyśli, że muszą nam zaufać i zostawiają nas wraz ze swoimi kupionymi autami na tym parkingu (w lesie, na odludziu). Super… Sami zaś zrobią kilka kursów do polskiej granicy, transportując kolejno pojedyncze auta by nie przekraczać limitu wagi (samochodu z załadowaną lawetą). Nie mieliśmy wyjścia. Poszliśmy więc spać w jednym z samochodów. Mieliśmy czuwać na zmianę ale zmęczenie dało się we znaki. A laweciarze co jaki czas wracali po kolejny samochód. Takie parkingi nie są zbyt bezpieczne, zwłaszcza w nocy. Dużo już się nasłuchaliśmy historii o kradzieżach i tym podobnych… Odetchnęliśmy z ulgą gdy przyszła kolej na ostatni samochód. Potem już bez problemu dotarliśmy do celu.

Takie wyjazdy wspomina się zawsze z emocjami. Śmiało mogę polecić Amsterdam jako cel pierwszej autostopowej przygody. Gdy wydostaniecie się z Polski łapanie stopa staję się co raz łatwiejsze!

{{{"type":"anchor", "ring":"0", "page":"0"}}}
Internet ma ponad tysiące miejsc sprzedaży narkotyków, a jeśli masz szczęście wystarczy, dostaniesz miejsce jak ten do Generyczną Levitra, Cialis i Viagra. Jeśli chcesz kupić te leki - przeczytaj te artykuły... Levitra info | Pomaga erekcji | Poważne Viagra | Tadalafil informacje