Amsterdam – moja pierwsza autostopowa przygoda cz.1

Środek lata. Koncert jakiś rockowych kapeli. W tle jakiś znany kawałek ZZ TOP. Ehhh… piękne czasy kiedy wakacje były po prostu wakacjami! I nagle pada pytanie: -Lena jedziemy gdzieś na stopa? -Eee… w sumie… to nie mam żadnych większych planów wyjazdowych. Gdzie? – No nie wiem, może Amsterdam? – Nie wiem, nie wiem. Zawsze ciągnęło mnie na południe lub wschód Europy. Nie ważne. Ok! Kiedy? -Jutro, pojutrze… -Jutro nie. Nie mam lekkiego i pakownego śpiwora do upchania w plecaku. Ale zamówię dzisiaj i za dwa dni go przyślą i możemy jechać.

Tak też się stało. Pojechaliśmy we dwójkę. Ja i Adrian. W końcu znaliśmy się od gimnazjum więc jakoś pomyśleliśmy, że może się nie pozabijamy przez kilka dni podróży ;-) A decyzja była tak spontaniczna jak i cala reszta tego wyjazdu.

Amsterdam

Kiedy dzisiaj komuś opowiadam o stopie do Amsterdamu. Wszyscy od razu wpadają na myśl: Amsterdam = legalne palenie. Ehh.. no jakoś nie w naszym przypadku. Po prostu chcieliśmy gdzieś jechać, zobaczyć jakieś ładne miasto, zasmakować jak to jest stopem. Obaw miałam sporo, jednak ciekawość stopa wygrała. Kiedy jak nie teraz? Młoda, zdrowa, wakacje. Szkoda nie spróbować. Chyba najgorsze było pakowanie. Kiedy gdzieś jadę zwykle otwieram jedną z własnych list ze spisem rzeczy do zabrania: Góry-lato, Góry-zima, Góry-narty, Morze, Kilkudniowy wyjazd-hotel, namiot itd., wrzucam do plecaka/walizki jak leci wszystko z listy. Dopracowałam te listy pod siebie już idealnie. Ale stopem? Hmmm… trzeba zabrać minimum. Nie będę nosić plecaka większego i cięższego od siebie :-D Nawet namiot zapakowaliśmy rozdzielając na dwa plecaki. Ważył ledwo 2kg. Jednak nie uprzedziłam Adriana, że co prawda to jest  to dwójka ale mała – stąd też waga. W sumie tak szybko wszystko się działo, że zapomniałam, że to będzie problem. A po drugie nigdy nie miałam jeszcze okazji przetestować tego namiotu… Namiot to namiot. Jednak kiedy go rozstawiliśmy już na polu namiotowym w Amsterdamie, weszłam pierwsza do środka i wybuchłam śmiechem! Ja do wysokich nie należę, jednak Adrianowi wystawały nogi… Czasem na prawdę się cieszę z mojego kompaktowego wzrostu ;-P

Oto i nasz namiocik. Wyglądał żałośnie na tle „normalnych” namiotów. Jest to zdjęcie podczas pakowania się, przez co cały ten bajzel przed nim. Normalnie wyglądał ciut schludniej ;-)

Amsterdam

Tyle miejsca było w środku (odniesieniem do wyobrażenia sobie tej ciasnej przestrzeni niech będzie butelka wody):

Amsterdam

Jednak przeskoczyłam w opisie samą podróż. A przecież w tym tkwi cała przygoda stopa. Nieprzewidywalność podróży. Start z Krakowa. Najpierw wylotówka z Krakowa. Jednak szybko stwierdziliśmy, że w tym kierunku łapią stopa tylko na Rzeszów. Zmiana miejsca. Gdzieś niedaleko skrzyżowania głównej drogi Conrada (okolice Ikei) i Armii Krajowej. Udało się. Zatrzymał się jakiś pan w osobówce, jadący do Katowic. Bardzo miło się rozmawiało, od początku pan wydał się w porządku, miał nawet siedzonko dla dziecka w samochodzie więc stwierdziliśmy, że powinno być w miarę bezpiecznie. Potem utknęliśmy na parę godzin w Katowicach. Zaczął siąpić deszcz. Niepocieszające. I nagle po wielu, wielu nieudanych próbach zatrzymania kogokolwiek, zatrzymał się samochód. Jakaś para koło trzydziestki na oko, z Katowic. Powiedzieli, że nas mijali i kiedy wracali zrobiło im się nas szkoda i się zatrzymali. Podobno kiedyś sami jeździli stopem, więc wiedzieli, że nawet mała podwózka w lepsze miejsce będzie pomocna. Zawieźli nas na sporą stację przy drodze wylotowej z miasta. Tam postoje miało wiele tirów. Po kilku minutach siedzieliśmy w tirze, z miłym i gadatliwym Polakiem. Jechał do Holandii! Co prawda do Rotterdamu ale zawsze to już blisko naszego celu. W trakcie rozdzieliliśmy się na dwa tiry. Ponieważ, kto nie wiem, przepisy pozwalają na tylko 2 osoby w kabinie. A nas była trójka. Z tej samej firmy, z tym samym transportem jego kolega zechciał zabrać jedno z nas. Po przejechaniu Niemiec w tirze nabrałam podziwu dla ich pracy. Pilnowanie tachometru, jazda na czas, ładunek się przemieszcza… a to jakaś osobówka nagle zahamuje i jak tu się zatrzymać kiedy na pace ma się kilkadziesiąt ton szkła?

Kierowcy zmienili trochę kurs i zawieźli nas kilka ulic dalej od naszego kempingu w Amsterdamie! Dzięki temu stosunkowo szybko dotarliśmy na miejsce – biorąc pod uwagę sposób podróży :-)

Amsterdam

Dostaliśmy miejsce na polu namiotowym, szybko rozstawiliśmy „gigantyczny” namiot. Było coś po godzinie 22.00 więc nie miałam za bardzo ochoty już na poznawanie miasta. Postanowiłam szybko się ogarnąć i iść spać. Poszłam umyć zęby i przy blacie zlewu obok mnie jakiś młody chłopak skręca sobie wiadomo co -pomyślałam: ach tak… przecież jestem w Amsterdamie, to chyba normalne? Nawet zagadał coś tam do mnie i pyta skąd jestem. – Poland. A on na to rozmarzony głosem: -Poland… exotic… Cokolwiek miało to znaczyć ;-) Może usłyszał jakąś inną nazwę? A może nie. Nie wnikałam. Amsterdam wita!

Kolejne dni lało niemiłosiernie. Więc namiot trzeba było przykryć pałatką. Wodoodporny to on nie był ;P Jednak miasto dzięki temu miało swój niepowtarzalny urok. Miejscowi jak zauważyliśmy nic sobie z powodu deszczu nie robili. Oni nie potrzebują parasolek, na przystankach nie chowają się pod dach. Stoją i mokną. Totalny luz. Zupełnie inaczej niż w Polsce.

Amsterdam

Chodziliśmy większość czasu po najbardziej znanych ulicach i wzdłuż najładniejszych kanałów. Jednak jednego dnia zapuściliśmy się do dzielnicy zupełnie nie „turystycznej”. Spokojnie, dużo rowerów. Ludzie snuli się jak w innej czasoprzestrzeni.  W tym mieście odczuwa się specyficzny „flow”. W sumie to nie wiem jak ująć i wytłumaczyć to lepiej…

Amsterdam Amsterdam Amsterdam

Weszliśmy też na najwyższą w mieście wieżę kościelną w kościele Westerkerk czyli „zachodni kościół”. Znajduje się w dzielnicy Amsterdamu o nazwie Jordaan (swoją drogą ciekawa dzielnica), na brzegu kanału o nazwie Prinsengracht („kanał książąt”). Wraz z iglicą ma najwyższą wieżę w Amsterdamie (85 metrów). Punkt widokowy, na który możemy wejść znajduje się na 42 metrze. Warto zapłacić te 7 euro i wejść. Widoki na miasto genialne bo w tym mieście nie ma innych tak wysokich budynków. Zawsze staram się spojrzeć z takich punktów widokowych na nieznane mi miasto. To pomaga zobaczyć je od innej strony. A tym bardziej w Amsterdamie układ uliczek i kanałów wygląda dość ciekawie.

Amsterdam Amsterdam

Najlepszym punktem podczas zwiedzania miasta był dla mnie rejs statkiem po kanałach miasta. Wybraliśmy złotą godzinę, gdy światła latarni już rozbłysły ale dopiero zmierzchało. Miasto nabrało barw. Bo w dzień zdaje się być dość szare i smutne. A ponadto o tej godzinie można było śmiało podpatrzeć życie mieszkańców w ich domach – skoro mają prawie trzy metrowe okna i brak zasłon/rolet itd (jak w zwyczaju zostało przyjęte…) Może trochę to wścibskie ale przecież dzięki temu można poznać jak wygląda życie w innych rejonach Europy :-)

Amsterdam

Poza tym wiele osób mnie pytało jak wygląda ulica czerwonych latarni i coffeshopy. Pewnie też jesteście ciekawi. Już po kilku godzinach przestaje się zwracać uwagę na coffeshopy. Tam to coś normalnego jak sklep z bułkami. Obok kościoła ludzie siedzą w oknach takiego lokalu i palą. Normalne.

Amsterdam

Ku mojemu zdziwieniu niektóre ulice wcale nie są zatłoczone porą nocną. A ponadto długo nie mogłam zrozumieć fenomenu pana jeżdżącego w kółko po tych uliczkach i dzwoniącego namolnie dzwonkiem (w nocy!). Oświeciło mnie później i wydało się całkiem logiczne. Nie mogą oficjalnie sprzedawać poza lokalami zioła więc jakby ich rozpoznać gdyby ktoś miał taką potrzebę. Więc jeżdżą sobie w kółko i dzwonią ;-)

A co do słynnej ulicy. Nie mam pojęcia jak wyglądają panie w podobnych lokalach w naszym kraju ale tamte są wyjątkowo brzydkie (to nie jest tylko moje spostrzeżenie). Ponadto nie wyobrażam sobie w Polsce podobnej dzielnicy. Już widzę falę krytyki. To na prawdę jest tolerancyjny kraj.

Amsterdam

Jednak oglądaliśmy też bardziej „kulturalne” atrakcje miasta. Chociażby Muzeum Van Gogha i słynne Rijksmuseum. Jeśli nawet niekoniecznie lubicie zachwycać się sztuką to i tak Wam polecam. Otóż obrazy wyglądają tysiąc razy lepiej „na żywo” niż oglądane w książkach. Faktura, nasycenie barw i najdrobniejsze szczegóły robią wrażenie. Sama akurat za obrazami flamandzkimi nie przepadam (Rijksmuseum) a tu nie mogłam od nich oderwać wzroku. Taki znany obraz Straż nocna Rembrandta – każdy zna z podręczników szkolnych i mało kto się nim zachwycał. Zobaczyłam i zrozumiałam, że to arcydzieło.

Amsterdam

Jeden dzień był dniem „biegania po muzeach”. O tym może jednak dopiero w następnej części. Będzie też o jedzeniu (tym smacznym i niekoniecznie) lub o zapominaniu o posiłkach. Co by nie zanudzać o takich błahostkach, będzie też historia z dreszczykiem. Tak ku przestrodze ;-) Miasto nas „wciągnęło”….

Druga cześć wpisu:

http://travellena.pl/uncategorized/amsterdam-moja-pierwsza-autostopowa-przygoda-cz-2/

{{{"type":"anchor", "ring":"0", "page":"0"}}}
Internet ma ponad tysiące miejsc sprzedaży narkotyków, a jeśli masz szczęście wystarczy, dostaniesz miejsce jak ten do Generyczną Levitra, Cialis i Viagra. Jeśli chcesz kupić te leki - przeczytaj te artykuły... Levitra info | Pomaga erekcji | Poważne Viagra | Tadalafil informacje